Polędwiczki w bazylii i piwie

Polędwiczki w bazylii i piwie
Składniki:
2 polędwiczki wieprzowe
2 cebule
sól
pieprz
bazylia suszona
mąka
piwo (1 szklanka)


Przygotowanie:
Umyte i osuszone polędwiczki kroimy na plastry o grubości około 2 cm. Każdy plaster rozgniatamy dłonią.

Następnie posypujemy je solą, pieprzem i bazylią. Soli nie sypiemy zbyt dużo, za to pieprzu i bazylii nie żałujemy. Tak przygotowane mięso zostawiamy na około 30 minut. Następnie kroimy cebulę w półplasterki i obficie solimy. Na rozgrzany na patelni olej kładziemy cebulę i smażymy aż do zeszklenia.
W tym czasie posypujemy polędwiczki mąką.
Kiedy cebula się zeszkli, zdejmujemy ją z patelni i na tym samym oleju (ewentualnie możemy go trochę dolać) smażymy mięso z obu stron. Gdy mięso się podsmaży, wrzucamy z powrotem cebulę, polewamy piwem i smażymy na małym ogniu aż piwo wyparuje.

Potrawa najlepiej smakuje z ziemniakami. Podana ilość z pewnością zadowoli 3 osoby.

Smacznego!



Read More

Kawałek z "Młodego Papieża"

Kawałek z "Młodego Papieża"

Oburza, szokuje, śmieszy... na pewno wciąga i intryguje. Nie ma co ukrywać, Młody Papież to najciekawsza produkcja telewizyjna tego roku. Ale nie recenzję chcę wam tu zaprezentować; tę napiszę, jak obejrzę wszystkie odcinki pierwszej serii. Ten wpis będzie raczej poświęcony muzyce, którą słyszymy podczas czołówki większości odcinków.

Już sama czołówka miażdży, ale muzyka, która leci w tle wgniotła mnie w fotel tak samo jak obraz na ekranie. Postanowiłem odszukać ten kawałek. Okazuje się, że to instrumentalna wersja utworu Watchtower brytyjskiego rapera Devlina. Kawałek pochodzi z jego singla wydanego w 2012 roku pod tym samym tytułem i przyznaję, że od kilku dni jest najchętniej słuchanym utworem w moim domu.

 
Read More

Srutututu

Srutututu
To był zwyczajny piątek w korpo... siedziałem i robiłem co do mnie należy, z utęsknieniem oczekując na 15.30, o której to miał dla mnie zacząć się weekend. I nagle, zupełnie przypadkiem, natrafiłem na dane pewnego przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwa, które wygrało mój prywatny konkurs na najbardziej oryginalną nazwę. Ciężko będzie ich przebić. Szanowni Państwo, oto przedsiębiorstwo mające najlepszą nazwę w Polsce: Srutututupęczekdrutu Spółka Cywilna :)

 
Read More

Radosnego Święta Niepodległości!

Radosnego Święta Niepodległości!
Było to dawno, ale już w XXI wieku. Spędzałem miło czas na Erasmusie, kiedy nadszedł 11 listopada i z grupą rodaków postanowiliśmy zorganizować w akademiku "Polish Party". Co prawda do ojczyzny daleko nie było, ale tak nam się zatęskniło, że zorganizowaliśmy polskie napoje, zamknęliśmy się w kuchni i przygotowaliśmy kilka polskich potraw. Impreza udała się znakomicie, ale to, co najbardziej zapadło mi w pamięci, to pewien moment z przygotowań. Kiedy czarowaliśmy jedzenie, do kuchni raz po raz wpadało międzynarodowe towarzystwo. Nawiasem mówiąc byli ciekawi gotowanej w wielkim garze potrawy z kiszonej kapusty ;) Ale kiedy mówiliśmy, że jeszcze nie gotowe, niektórzy próbując coś ugrać pytali nas o to jak obchodzimy w Polsce Święto Niepodległości. Cóż, nie pamiętam już dokładnie co im odpowiadaliśmy, ale nie były to specjalnie barwne opowieści. Coś tam opowiedzieliśmy o uroczystościach, wspomnieliśmy o poznańskich rogalach. Na koniec rozmowy z jednym z Włochów usłyszeliśmy banalne: "Happy Independence Day". No właśnie, takie banalne zdanie, ale przypomina mi się co roku przed 11 listopada.

Pomyślmy, jak świętujemy ten dzień? Nie mówię tu o oficjalnych uroczystościach, które są oczywiste i odbywają się przy tego typu okazjach na całym świecie. Ale jak my, zwyczajni ludzie spędzamy nasze najważniejsze święto? Czy siedzimy przed telewizorem, oglądając transmisję z demolki w stolicy? Czy tradycyjnie wciągamy rosół wkurzając się, że wszystkie sklepy są zamknięte? A może warto by choć raz spróbować inaczej? Nie, nie trzeba gotować gara bigosu i spraszać tłumów gości. Ale można zrobić coś innego.

Wystarczy, że wstaniemy od telewizora i wyjdziemy na spacer. Ok, pogoda nie nastraja, ale przecież od Wszystkich Świętych mamy wyciągnięte z szafy zimowe kurtki i płaszcze, więc zmarznąć nie powinniśmy. Może gdzieś w okolicy jest jakiś koncert albo festyn? A nawet jeśli nie, to można po prostu pospacerować, odwiedzić rodzinę. Można umówić się ze znajomymi na kawę albo i piwo. A można jeszcze banalniej - włączyć radio i posłuchać kilku dobrych, polskich kawałków. Wziąć telefon i zadzwonić do babci, albo dawno niewidzianej cioci. Można też, tak po prostu uśmiechnąć się do sąsiada i powiedzieć: "Radosnego Święta Niepodległości!" Proste? 

Ano proste. Rzeczywistości nie zmienimy i nie ma co ukrywać, że na co dzień zawsze znajdzie się coś, co będzie nas wkurzać. Ale w tym jednym dniu możemy przymknąć na to oko. Denerwuje Cię polityk, który akurat przemawia w tv? To zmień kanał, na pewno gdzieś leci jakaś muzyka. Bo dzisiaj nie jest ważne na kogo głosowałeś. Dzisiaj nie jest nawet ważne czy i do jakiego kościoła chodzisz, albo której drużynie kibicujesz. Nie jest nawet ważne czy piszesz "który" czy może "ktury". Dzisiaj po prostu uśmiechnij się do innych i życz im Radosnego Święta Niepodległości. Wprowadźmy to zawołanie do naszego języka, zaraz obok "Wesołych Świąt" i "Smacznego jajka" i zróbmy coś, żeby ten dzień był dla nas samych radosny, tak po prostu.

Radosnego Święta Niepodległości, kochani!

Read More

Panoramka: Wrocław

Panoramka: Wrocław
Choć od połączenia starej strony z blogiem minął już rok, wciąż mam kilka materiałów, które obiecałem ponownie opublikować na nowym (no, już chyba nie takim nowym) nicponiu. Dziś publikuję galerię z 2011 roku.

Zdjęcia Wrocławia zostały wykonane z wieży Archikatedry św. Jana Chrzciciela na Ostrowie Tumskim. Wieże mają wysokość 91 metrów i można się dostać na ich szczyt za pomocą windy, dzięki czemu są dostępne nawet dla najbardziej leniwych.















Read More

Jak uwolniłem się od telefonów z banku

Jak uwolniłem się od telefonów z banku
Od jakiegoś czasu nie mogłem się opędzić od natrętnych telefonów z banku. Co ciekawe nie był to mój bank, ani żaden inny, w którym kiedykolwiek miałem konto. Po prostu pewien bank, którego klientem nigdy nie byłem, dorwał skądś mój numer i z uporem maniaka chciał mi udzielić kredytu na 20 tysięcy złotych.

Pomijam już kwestię skąd mieli mój numer. Pewnie odbyło się to jak zwykle - podpisałem jakąś umowę, np. z operatorem komórkowym, lub z telewizją i na mocy klauzuli o "przetwarzaniu" moje dane dostał bank. Trudno, nie pierwszy to i nie ostatni przypadek. Bardziej mnie dziwiło, że instytucja, która mnie nie zna, nie wie ile zarabiam i ile wydaję chce mi dać pożyczkę na 20 tysięcy. Nie obraziłbym się, gdyby mi ktoś tak zechciał podarować taką sumę, ale żeby oddawać? Aż tak nie potrzebuję tych pieniędzy. Niestety dziękowanie za ofertę nic nie dawało. Przynajmniej raz w tygodniu kolejna pani dzwoniła do mnie i proponowała pieniądze, jednocześnie roztaczając wizję tego, co mogę sobie za pożyczone pieniądze kupić. Odrzucanie połączeń nie pomagało, po godzinie dzwonili znowu.

Kiedy zadzwonili po raz kolejny i gdy powiedziałem grzecznie "Nie, dziękuję", pani postanowiła mnie podejść psychologicznie. Usłyszałem pytanie:
- Ale proszę mi powiedzieć, o czym pan marzy tak najbardziej? Co chciałby pan mieć?
Nie wiem co mnie napadło, ale powiedziałem:
- Proszę pani, ja mam wszystko.
Kobietę zamurowało, ale tylko na chwilę:
- Wszystko? Na prawdę?
Postanowiłem ciągnąć temat dalej:
- Oczywiście, proszę wymienić dowolną rzecz, na pewno ją mam.
Kobieta palnęła:
- Jacht
Na to ja:
- Nawet dwa, jeden przycumowany na marinie w Gdyni, drugi w Międzyzdrojach.
Po chwili usłyszałem kolejne pytanie:
- Ale na pewno chciałby pan gdzieś pojechać, nie kusi pana wizja egzotycznej wycieczki?
No to lecę dalej z tematem:
- Proszę pani, ja już byłem wszędzie.
Znowu cisza, więc kontynuuję:
-Proszę wymienić dowolne miejsce, na pewno...
Wtrąciła się:
- Na pewno pan tam był...
- Dokładnie.
- No to pozostaje mi panu pogratulować i życzyć miłego popołudnia.


I wiecie co? Przestali dzwonić. Pewnie wpisali sobie w systemie "Idiota", ważne, że nie wydzwaniają do mnie z kolejnymi ofertami :)
Read More

Wszystkich Świętych

Wszystkich Świętych
Wiecie co? Lubię dzień Wszystkich Świętych. Właściwie lubiłem ten dzień już w dzieciństwie, z tym, że wtedy, korzystając z okazji, że dorośli poprawiają kwiaty, przesuwają znicze to na prawo, to na lewo, Mały Nicpoń znajdował sobie badylka, którym grzebał w zniczach (w zamierzchłych czasach, nie było zniczy z kominkami, tylko takie otwarte, które fajnie syczały jak trochę popadało).

Z czasem oczywiście nicponiowe Wszystkich Świętych nabierało innego znaczenia. Po pierwsze trochę się dorosło, po drugie coraz bliższe osoby były już po drugiej stronie. Choć uważam, że bliskich zmarłych powinno się odwiedzać częściej niż raz do roku (tak samo jak "Kocham Cię" mówimy nie tylko w walentynki), to jednak ten jeden dzień jest inny, lepszy. Dla mnie nawet weselszy. Już całe to szykowanie się ma swój urok. W tym jednym dniu wszyscy wsiadają w auta, czy do pociągów lub autobusów i pędzą tam, skąd pochodzą. Czy to szaleństwo ma sens? Ano ma, bo nie robimy tego tylko dla tych, którzy umarli. Robimy to też dla żyjących członków rodziny. Przecież Boże Narodzenie czy Wielkanoc spędza się w różnych konfiguracjach rodzinnych - raz u jednych, raz u drugich. A 1 listopada jest gwarancja spotkania się ze wszystkimi. Przy okazji do rodzinnego miasta ściągają znajomi z dawnych lat, jest więc okazja zamienić choć parę słów. A gdzie ich spotkać? Oczywiście na cmentarzu.

Mówi się, że 1 listopada to dzień zadumy, ale czy na pewno musi być smutno? Kiedy już się spotkamy wszyscy przy grobach, staje się zupełnie normalne, że opowiadamy co się wydarzyło w ciągu minionego roku. Ktoś się zastanawia, co by na to wszystko powiedział zmarły wujek, ktoś inny wspomni jak zmarły dziadek "podpalił" zniczem czyjąś spódnicę (było takie wydarzenie w rodzinie przed laty). Ktoś wspomni ciocię, która jeszcze mogła pożyć. A ktoś inny zapyta jak tam najmłodszy członek rodziny, czy ząbki już rosną? Przy okazji obejrzymy doroczną "paradę karakułów". I tak w zadziwiający sposób, w tym jednym jedynym dniu mieszają się sprawy całej rodziny, znajomych, dawno nie widzianych kolegów, żywych i umarłych. I cmentarz dosłownie tętni życiem. Jeśli jeszcze święto sprzyjająco ułoży się w kalendarzu i nie trzeba nazajutrz wracać do pracy, to po obowiązkowym obiedzie u babci/cioci/kuzynki, kiedy nadejdzie wieczór, można się przejść na wieczorny spacer po cmentarzu. I przyznam się Wam, że nie zamieniłbym tej naszej tradycji na żadną inną.

Read More