Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzownia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzownia. Pokaż wszystkie posty

Władca Północy

Władca Północy
Władca Północy to drugi tom trylogii o Ryszardzie III królu Anglii (w tym tomie jeszcze Ryszardzie księciu Gloucester), autorstwa Sharon Kay Penman. Tym razem losy rodu Yorków, zostają przedstawione przede wszystkim z punktu widzenia kobiet - głównie Anne Neville, siłą poślubionej Edwardowi Lancasterowi, obecnie wdowy, która wreszcie może zostać żoną ukochanego Ryszarda. I choć Anne wydaje się być główną postacią tomu, to nie możemy pominąć ważnej roli królowej Elżbiety Woodville i jej intryg.

A co z głównym bohaterem - Ryszardem? Ryszard to książę idealny, wspaniały mąż, ojciec, wojownik, kochany przez lud namiestnik północy i wierny towarzysz swojego brata - króla. I choć w pewnym momencie braterska miłość jest wystawiona na ciężką próbę, nie mamy wątliwości czyjej woli podda się Ryszard.

Skupienie się autorki na kobiecym punkcie widzenia sprawia, że wielka historia dzieje się nieco bardziej w tle, o historycznych wydarzeniach, bitwach dowiadujemy się raczej z ust ich uczestników, nie widzimy ich jako naoczni świadkowie. Taka narracja sprawia, że powieść traci swoją dynamikę, jednak zaplatane misterne sieci intryg mogą tę stratę zrekompensować.

Pomimo zmiany narracji, powieść wciąga i sprawia, że czytelnik jeszcze bardziej chce zagłębić się w opisywanych czasach, ówczesnej mentalności, poznać obyczaje XV wiecznej Anglii. Natomiast dramatyczne zakończenie wskazuje, że oczekiwany tom trzeci będzie najlepszy ze wszystkich.
Read More

O szpiegach

O szpiegach
Konrad Wolski to oficer polskiego wywiadu, szef tajnej jednostki, można powiedzieć, że przeznaczonej do zadań specjalnych. Pewnego dnia jego ekipa dostaje z pozoru banalne zadanie odnalezienia tajemniczej skrzyni z dokumentami, ukrytej w trakcie II Wojny Światowej w Twierdzy Brzeskiej na Białorusi. Szybko okazuje się, że misja to dopiero początek wielkiej intrygi, w którą zamieszani zostają agenci wywiadów kilku państw, w tym nielegałowie - szpiedzy zakamuflowani tak bardzo, że już same domysły ich istnieniu zakrawają na spiskowe teorie snute przez paranoika. A jednak szybko okazuje się, że nielegałowie istnieją, a niektórzy z nich działają tak, jakby Zimna Wojna nigdy się nie zakończyła. Nawiasem mówiąc, skąd mamy pewność, że się zakończyła?

Jeśli dodamy, że tajemnicza skrzynia, choć zakopana kilkadziesiąt lat temu, może nieźle zamieszać w polskiej polityce, a na horyzoncie pojawia się Safir as-Salam, czyli Karol - Polak w służbie Al-Kaidy to zaczyna się robić ciekawie. I z całą pewnością robi się gorąco, a akcja rozkręca się z każdym rozdziałem. Czytasz i nie możesz przerwać, bo historia wciąga tak, że nawet ja - lubiący czytać kolejne tomy powieści w sporych odstępach - nie mogę się oderwać i czytam jeden po drugim.

Zaintrygowałem? To teraz wyobraźcie sobie, że sam autor przyznaje, że coś z tej historii wydarzyło się na prawdę, a ktoś spośród bohaterów żyje gdzieś pośród nas... Autor wie co mówi, bo Vincent V. Severski to były oficer polskiego wywiadu, człowiek, który kawał swego życia spędził jako nielegał, zaś za swoje dokonania otrzymał wiele odznaczeń, nie tylko od polskich władz.

Może przez świadomość autentyczności czegoś (pytanie tylko czego?), może przez styl pisania (momentami podobny do stylu Stiega Larssona), a może przez to, że to są nasi, polscy szpiedzy, od Severskiego nie można się oderwać. Do tego stopnia, że dwa pierwsze tomy pochłonąłem w ekspresowym tempie (dlatego też w tej recenzji polecam od razu oba), na kolejne postanowiłem dać sobie trochę czasu, aby tradycyjnie (tak już mam z seriami, które mi się podobają) ta historia trwała trochę dłużej. Już teraz nie mogę się doczekać aż zdobędę trzeci tom, potem czwarty i... oby autor napisał piąty!
Read More

Słońce w Chwale

Słońce w Chwale
Być może słyszeliście kiedyś o królu Anglii Ryszardzie III Yorku. Okrutniku, który w  celu zdobycia korony uwięził w twierdzy Tower, a potem zabił własnych bratanków. Cóż, historia tego władcy została w zdecydowanej większości spisana przez jego wrogów, więc możemy domyślić się, że sporo z tego, co dziś wiemy o Ryszardzie niezupełnie odpowiada prawdzie. Swoje do czarnej legendy dołożył także William Szekspir, który w sztuce Ryszard III uczynił króla wcielonym diabłem.

Ile jest prawdy w tym, co przez wieki mówiło się o Ryszardzie? Na to pytanie postanowiła odpowiedzieć Sharon Kay Penman, która przeprowadziła dogłębną analizę źródeł i napisała świetną powieść o losach tego skrzywdzonego przez historię władcy. W Polsce ukazała się ona (ukazuje, gdyż trzeci tom jeszcze nie został wydany) jako trylogia. I to właśnie na pierwszej części chcę się skupić.

"Słońce w Chwale" to pierwszy tom tej powieści. Poznajemy młodego Ryszarda Plantageneta, widzimy jego bezgraniczne oddanie starszemu bratu Edwardowi. Poznajemy dramatyczne losy rodziny, które to są usiane zarówno spektakularnymi zwycięstwami, jak i druzgocącymi porażkami. Zaglądamy za kulisy XV wiecznej polityki i widzimy jak wynosi się na tron i jak obala królów.

Powieść wciąga już od pierwszych stron. I choć polskie tłumaczenie (w wykonaniu Jerzego Łozińskiego, który swego czasu napsuł mi sporo krwi przy Tolkienie) nie zawsze mi pasowało, to niewątpliwie czytanie "Słońca w Chwale" było wielką przyjemnością. To niesamowita podróż w czasie, do Anglii, o której tak na prawdę nie wiemy zbyt wiele. Szczerze polecam wszystkim miłośnikom powieści historycznych.
Read More

W bagnie - Arnaldur Indriðason

W bagnie - Arnaldur Indriðason
Jakiś czas temu ktoś z rodziny wyemigrował na Islandię. Wyjazd stał się okazją, do przeglądania sieci pod kątem przydatnych informacji - takich jak kurs korony, co należy wiedzieć wjeżdżając do kraju, o czym pamiętać na miejscu itp. To, co udało się znaleźć stworzyło obraz ciekawego kraju, niemal odciętego od świata. Kiedy krewny dotarł na miejsce i zaczęły docierać do nas relacje "spod wulkanów", stwierdziłem, że jest to fascynujące miejsce. A ponieważ jestem miłośnikiem kryminałów, postanowiłem oprócz czytania przewodników, portali i innych źródeł, "zapoznać się" z jakimś islandzkim detektywem, rozwiązującym mroczną zagadkę z Wyspy.

W taki sposób trafiłem na Indriðasona - islandzkiego pisarza (dwukrotnie nagrodzonego Szklanym Kluczem - za najlepszą skandynawską powieść kryminalną) i "W bagnie", jesienny, deszczowy kryminał z Reykjaviku. Historia wydaje się prosta - oto pewnego dnia w suterenie przerobionej na mieszkanie, sąsiedzi odnajdują zwłoki Holberga - starszego mężczyzy z nieciekawą przeszłością. Wszystkim wydaje się, że to kolejne prymitywne morderstwo - mężczyzna ma rozbitą głowę, może ktoś chciał coś ukraść. Nic nadzwyczajnego. Jednak prowadzący sprawę komisarz Erlendur Sveinsson ma przeczucie, że coś jest nie tak.

Pomimo wątpliwości współpracowników - Elinborg (jakby ktoś nie wiedział, jest to imię żeńskie) i Sigurdura Oliego (a to akurat mężczyzna), a także mimo kłopotów prywatnych (typowych dla wszystkich skandynawskich detektywów), Erlendur rozpoczyna dziwne śledztwo, które kluczy gdzieś poboczem sprawy. Zagląda w przeszłość ofiary, ludzi z którymi się zetknęła, aż w końcu trafia na trop.

Lektura początkowo wydaje się monotonna - komisarz wykonuje pozornie niezrozumiałe czynności, sam niejednokrotnie powątpiewa w to, co robi. Nie raz zastanawiałem się, czy jest sens czytać powieść dalej, czy przerzucić się na coś "ciekawszego". Na szczęście dałem Indriðasonowi szansę, bo kiedy w końcu Erlendur trafia na ślad sprawcy, cała układanka zaczyna tworzyć całość i z każdą stroną robi się coraz ciekawiej.

Dodatkowo książka pokazuje nam dość egzotyczną dla nas społeczność Islandii - z pozoru obojętną, trzymającą dystans, w której właściwie wszyscy są ze sobą bliżej lub dalej spokrewnieni. Mamy całą masę postaci, których imion nie sposób wymówić. O odróżnieniu imion męskich od żeńskich nawet nie będę się rozpisywać. Autor rzucił do opowieści kilka "kamyczków", które po przeczytaniu sprawiają, że chce się dowiedzieć więcej o tym kraju i jego mieszkańcach.

Jeśli choć trochę Was zainteresowałem, to polecam sięgnąć po kryminał Indriðasona. Warto przejść przez nieco powolny początek, bo to, co znajdziecie dalej, wciągnie Was całkowicie. Tajemnica, ukryta w powieści nie pozwoli oderwać się, a motyw morderstwa i same jego okoliczności mogą być sporym zaskoczeniem.

Read More

Wotum nieufności

Wotum nieufności
"Wotum nieufności" jest pierwszą książką tego autora, którą miałem okazję czytać. Cóż, czasu mam mało, a lista książek do przeczytania jest długa, więc jak dotąd Mróz nie zagościł na mojej półce. Sięgając po tę pozycję byłem ciekaw nie tylko samej fabuły, ale także stylu autora. Jak dotąd słyszałem tylko, że jest bardzo popularny i pisze właściwie nieustannie. W ciągu roku wydano chyba osiem jego powieści, co z jednej strony wydawało się interesujące, a z drugiej niosło obawę, że autor po prostu produkuje powieści. Co mogło z tego wyjść? Nie mogłem doczekać się tej książki.

Okładka książki informuje odważnie, że "Wotum nieufności" to polskie "House of Cards" i sądzę, że nie jest to przesada. Remigiusz Mróz zaserwował nam świetny polski odpowiednik amerykańskiego hitu i jednocześnie godnego następcę mojej ukochanej "Ekipy". Mróz stworzył równoległą rzeczywistość, znajdującą się mniej więcej w naszych czasach, gdzieś w opowieściach pojawiają się niedawne wydarzenia, takie jak czarny protest, wojna na Ukrainie, ataki terrorystyczne. Gdzieś tam przywoływani są prawdziwi politycy - Obama, Putin, Wałęsa, ale rzeczywistość polityczna jest już zupełnie inna. Mamy szereg partii politycznych, które mogą przypominać te prawdziwe, ale wcale nie muszą nimi być. Mamy całą reprezentację polityków, którzy nie przypominają (na szczęście) naszych wybrańców. I mamy wreszcie fabułę (z której za wiele nie zdradzę) - dwoje bohaterów pierwszoplanowych: marszałek sejmu Daria Seyda z rządzącej centrowej Partii Dobra Publicznego, będącą chyba ostatnim w kraju politykiem - idealistą i poseł Patryk Hauer, młoda gwiazda prawicowej Unii Republikańskiej i mediów społecznościowych, polityk, który chce osiągnąć jak najwięcej.

Tych dwoje staje w obliczu nieoczekiwanego wyzwania - przedterminowych wyborów prezydenckich. Spokojnie, nie było żadnego wypadku, ani zamachu, po prostu dotychczasowy prezydent składa rezygnację z powodu choroby. Dodajmy jeszcze do tego wszystkiego informację, że tuż przed tym wydarzeniem w pamięci pani marszałek pojawia się dziesięciogodzinna czarna dziura, zaś młody poseł rozpoczyna przewodniczenie ważnej komisji śledczej, to już zaczyna się robić bardzo ciekawie. Dalej jest już tylko szaleńcza jazda polityczną kolejką górską, z zaskakującymi zwrotami akcji i napięciem, które trzyma do ostatniej strony.

Remigiusz Mróz wykonał świetną robotę, stworzył kompletną rzeczywistość, system partyjny, wyrazistych polityków i szczegóły, z których każdy może mieć znaczenie dla fabuły. Powieść wciąga do tego stopnia, że przez kilka dni przychodziłem do pracy bardzo niewyspany. Od tej książki nie można było się oderwać, kiedy tylko miałem gasić światło, w powieści działo się coś tak ważnego, że trzeba było przeczytać jeszcze kilka rozdziałów.

Jeśli prawdziwa, krajowa polityka nie obrzydziła wam jeszcze tej tematyki, jeśli lubicie ten gatunek, to szczerze polecam "Wotum nieufności". A nawet jeśli od dawna nie oglądacie programów informacyjnych i unikacie naszych polityków jak ognia, to i tak warto przeczytać tę powieść, bo pomimo tematyki, jest ona przyjemnym oderwaniem od otaczającej nas rzeczywistości. A kiedy już przewrócicie ostatnią stronę, nie będziecie mogli doczekać się kontynuacji, na szczęście w przypadku Remigiusza Mroza może to oznaczać, że nie będziecie czekać zbyt długo. Ja w tym czasie sięgnę po inne jego powieści, bo coś czuję, że będę jednym z jego fanów :)

Read More

Ekipo wróć

Ekipo wróć
Polska produkcja filmowa i serialowa nie może poszczycić się wieloma produkcjami political-fiction. Oczywiście, ocena to kwestia gustu, ale nawet obiektywnie patrząc, niespecjalnie jest z czego wybierać. Pewną jaskółką jest tu z pewnością "Pakt", oczywiście drugi sezon, który jest oparty na polskim pomyśle, bo pierwszy to adaptacja serialu norweskiego. Nadzieję na rozwój gatunku niesie też nowa polityczna seria Remigiusza Mroza (jeszcze nie czytałem, ale recenzje są zachęcające). Ale tak poza tym... nie doczekaliśmy się póki co polskiego "House of Cards".

A potencjał był i to niemały. Dziś mało kto pamięta "Ekipę" realizowaną w 2007 roku przez Agnieszkę Holland wraz z siostrą i córką dla Polsatu. Była to całkiem dobrze napisana historia nieznanego szerzej ekonomisty Konstantego Turskiego (Marcin Perchuć), który na skutek upadku rządu premiera Nowasza (w tej roli niezrównany Janusz Gajos), zostaje premierem. Premier Turski, pełen zapału, idealista o jakim moglibyśmy tylko pomarzyć w naszej polityce, próbuje realizować swoje pomysły i musi zmierzyć się ze ścianą zbudowaną z politycznego betonu. Mimo trudności "dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli są dla niego zawsze najwyższym nakazem." I w sumie już nie wiadomo kto bardziej kocha premiera Turskiego - obywatele serialowej Polski, czy widzowie przed ekranami.

Niestety pomimo szeroko zakrojonej akcji promocyjnej (płyty DVD dołączone do Wyborczej), serial nie zrobił oszałamiającej kariery. Nie pomogła nawet panująca wówczas sytuacja polityczna - rozpad koalicji, upadek rządu PiS. Nawet nazwisko premiera - marzenie, dziwnie podobne do nazwiska pewnego rzeczywistego polityka, który wówczas był bardzo popularny, nie zapewniło sukcesu. Oglądalność spadała z odcinka na odcinek i mimo mocnego zakończenia (które 3 lata później okazało się być prorocze) nie doczekaliśmy się drugiej serii. Agnieszka Holland porzuciła naszą "Ekipę" na rzecz ekipy "House of Cards", a nieliczni już fani wciąż czekają na powrót premiera Konstantego Turskiego. Kto wie, być może wówczas temat wydał się widzom zbyt trudny. Może mieli dosyć naszych prawdziwych polityków, ale mimo to fajnie byłoby zobaczyć znów na ekranie uczciwą politykę i pomarzyć o takiej w prawdziwym świecie.
Read More

Hubal

Hubal
Twórczość Jacka Komudy kojarzy się czytelnikom przede wszystkim z barwnymi opowieściami o awanturniczych przygodach kresowej szlachty, choć trzeba przyznać, że autor ma na koncie także utwory, których akcja toczy się w bliższych nam czasach. Tym razem autor, należący do moich ulubionych wziął się za trudne dzieło - losy majora Hubala, dowódcy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego, ostatniego oficera, który po Kampanii Wrześniowej nie zdjął munduru.

Kiedy tylko dowiedziałem się, że Komuda zabrał się za ten temat, wiedziałem, że muszę mieć tę książkę. Czekałem na nią i nie zawiodłem się. Jacek Komuda stworzył powieść trudną, ale ciekawą. Jego Hubal nie jest żołnierzem wyklętym, herosem z pomnika. Major Henryk Dobrzański zostaje tu zdjęty z piedestału. Jest po prostu człowiekiem, odważnym, mającym jasno postawiony cel, ale mimo to nie pozbawionym wad. Często działającym pod wpływem emocji, ostrym w osądach, nie stroniącym od kobiet i popadającym w wątpliwości.

Autor nie byłby sobą, gdyby nie ustroił nieco swojego bohatera w cechy swoich ulubionych szlachetków, jednak robi to na tyle delikatnie, że sami nie zauważamy, kiedy szlachecka fantazja staje się fantazją ułańską, zaś szarża kompanów Jacka Dydyńskiego na Dzikich Polach I RP, staje się szarżą ułanów Hubala na Kielecczyźnie w dogorywającej II RP. Komuda pokazuje nam życie żołnierzy, codzienność w warunkach polowych i pod ostrzałem, trudności w podejmowaniu decyzji, oczekiwanie na starcie, zdradę i bohaterstwo, ale także brutalną rzeczywistość okupowanej Polski.

Komuda nie ocenia Hubala, pokazuje nam go razem z jego czynami, zarówno chwalebnymi, jak i tymi dużo mniej. To czytelnik musi sobie wyrobić opinię na temat majora i jego działań. Choć powieść czyta się dobrze, to z całą pewnością nie jest łatwą lekturą. Mimo to warto ją przeczytać, aby poznać jak bardzo skomplikowane wybory podejmowali Ci, których dzisiaj próbujemy oceniać za pomocą jednego zdania.
Read More

Łotr 1

Łotr 1
Kiedy w kwietniu usłyszałem, że powstaje "Łotr 1", zastanawiałem się, czy pomysł realizacji filmów osadzonych w świecie Gwiezdnych Wojen nie doprowadzi do nakręcenia słabych filmów w celu wyciśnięcia jak największej ilości dolarów z Sagi. Ponieważ zwiastun jednak rozbudził nadzieje na dobry film, nie mogłem się doczekać grudniowej premiery. Wczoraj wreszcie udało mi się obejrzeć Nicponia, tzn. Łotra.

I jaka jest moja reakcja? Bardzo, na prawdę bardzo optymistyczna. "Łotr 1" przerósł wszelkie moje oczekiwania, obawiałem się słabej produkcji, a obejrzałem historię wojenną, osadzoną w świecie Star Wars, pełną akcji, nie przegadaną, z jak zawsze dobrą muzyką (nawiązującą do motywów przewodnich Sagi, ale w większości przypadków zupełnie inną). Nie wiem kiedy minęły mi te dwie godziny, a wychodząc z kina żałowałem, że już się skończyło.

Czym jest "Łotr 1"? To film, który opowiada nam jak doszło do wykradzenia planów Gwiazdy Śmierci. Mamy w niej zupełnie nowych bohaterów, których raczej nie spotkamy w innych filmach. Mamy także typowe dla gwiezdnych trylogii (starej, nowej i najnowszej) skomplikowane motywy rodzinne, jest też oczywiście trochę irytujący droid. Na ekranie przemyka kilkoro znanych nam bohaterów. Choć nie jest to film, w którym rodzina Skywalkerów gra pierwsze skrzypce, to jej przedstawiciele również się pojawią. Dostajemy także odpowiedź na pytanie nurtujące wszystkich fanów "Gwiezdnych Wojen": dlaczego konstruktorzy dopuścili do tego, aby szyb wentylacyjny Gwiazdy Śmierci nie był niczym osłonięty!

Przyznaję, że pomysł realizacji serii "Gwiezdne Wojny Historie" był dobry. Jeśli kolejne filmy będą trzymać poziom Łotra, będziemy mieć poważną konkurencję dla wszystkich gwiezdnych trylogii. Nie będą tylko zaostrzeniem apetytów przed Epizodami VIII, IX, X, XI... i tak dalej. Będą filmami, na które fani będą czekać z niecierpliwością.
Read More

Najważniejsza książka na półce

Najważniejsza książka na półce
A dzisiaj chcę Wam polecić dzieło niezwykłe, najmniejsze objętościowo ze wszystkich, które recenzowałem, ale największe, pod względem wagi dla każdego z nas. Dzieło, o którym ludzie często mówią, do którego nieustannie się odnoszą, ale chyba mało kto je przeczytał. To dzieło nie ma rozbudowanej akcji, bohater jest jeden, choć zbiorowy (mniej więcej 38 milionowy). I choć nie jest to lektura pasjonująca i wciągająca jak szwedzkie kryminały, czy nasza rodzima fantastyka, to jednak każdy powinien je choć raz przeczytać że zrozumieniem.

Tym dziełem jest oczywiście Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Aby móc to dzieło stworzyć musieliśmy stoczyć prawdziwe boje, najpierw z obcymi armiami, a potem z własną, choć narzuconą. Kiedy w końcu możliwe było jego powstanie, powstawało w bólach, wśród krzyku z parlamentarnych ław, a jednak pomimo przeciwności udało się je stworzyć. Cóż, nie jest aktem idealnym, ale pomimo wszystkich niedoskonałości w swoich 243 artykułach udaje się jej osiągnąć kompromis. W ten sposób wytycza drogę, którą powinniśmy iść.

Droga którą wytycza Konstytucja wiedzie od istoty naszego państwa, przez wolności, prawa i obowiązki każdego z nas, określa czym jest prawo, by potem przedzierać się przez meandry władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Dalej określa jak kontrolować władzę i jak chronić nasze bezpieczeństwo. Prawo może być lepsze lub gorsze, z ustaw możemy być zadowoleni lub nie, ale każdy przepis musi być jak kawałek puzzli. A wszystkie razem muszą tworzyć spójną całość. Po co? Po to, abyśmy nie utracili tego, co przez tyle lat wypracowywaliśmy.

Konstytucja to akt, który powinniśmy przeczytać wszyscy. Politycy po to, aby jej przestrzegać, a my - obywatele, aby nie dać się oszukać. Można, a właściwie to trzeba nad nią dyskutować. Można zastanowić się ile i w jaki sposób w niej zmienić. Ale póki obowiązuje, należy się do niej stosować, abyśmy nie wrócili do czasów, kiedy wolność była tylko pustym frazesem.

Szczególnie polecam ją politykom. WSZYSTKIM!

Read More

Trzej muszkieterowie

Trzej muszkieterowie
Nie przypuszczałem, że tak mnie wciągnie ta książka. Oczywiście, znałem już wcześniej "Trzech muszkieterów", tyle że od strony filmowej. Nawet nie zliczę ile widziałem ekranizacji najsłynniejszej powieści Dumasa, ale samej książki jakoś dotąd nie czytałem. Sam nie wiem dlaczego.

Ten stan trwał aż do teraz, a wszystko zaczęło się dlatego, że nie miałem co czytać. Akurat skończyłem jedną książkę, nic nowego nie miałem, był weekend, więc biblioteka zamknięta. A tymczasem na półce odkryłem wydanie "Trzech muszkieterów", dołączone kiedyś do Wyborczej. Pomyślałem, że poczytam sobie, a w wolnej chwili wpadnę do biblioteki i wypożyczę sobie jakiś kryminał. Nawet nie wiedzie jak bardzo się pomyliłem, jak już chwyciłem Muszkieterów, to nie mogłem się od nich oderwać.

Muszkieterowie to klasyka gatunku. Powieść przygodowa, pełna intryg, zarówno politycznych, jak i miłosnych. Momentami nieco naiwna, trochę ugrzeczniona, ale mimo przeszło 170 lat, które minęły od napisania, jest nie mniej interesująca niż literatura napisana w ostatnich kilkunastu latach. Jeśli tak samo jak ja, nie czytaliście jeszcze "Trzech muszkieterów", jeżeli chcecie poznać Atosa, Portosa, Aramisa i d'Artagnana, jeżeli chcecie wplątać się w intrygi kardynała Richelieu i tajemniczej Milady, to nie czekajcie, tylko weźcie Muszkieterów do ręki i czytajcie. Nie zawiedziecie się.

Read More

Sowietstany

Sowietstany
Dawno już się tak nie opuściłem w publikowaniu na blogu. Jedna praca, druga praca, dom i na Internet brakło czasu. A kiedy już trafiła się wolna chwila, to pochłaniała mnie książka, o której chcę dzisiaj napisać. Jakiś czas temu w bibliotece wpadły mi w rękę "Sowietstany" Eriki Fatland, które wypełniły mi każdą wolną chwilę.

Erika Fatland to norweska publicystka i antropolożka, która podczas dwóch podróży odwiedziła byłe sowieckie republiki w Azji Środkowej - Turkmenistan, Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan i Uzbekistan. Kraje, o których większość z nas, Europejczyków, wie jedynie tyle, że są. Niewielu z nas potrafi powiedzieć jaki tam panuje ustrój, niewielu słyszało o tamtejszej kulturze, historia całego regionu jest dla nas nieznana.

Wybierzmy się w podróż to pięciu krajów, powstałych w wyniku zupełnie nie chcianego rozpadu Związku Radzieckiego, których granice wytyczono umownie, kiedyś w Moskwie. Poznajmy kraje, w większości których panują srogie dyktatury, chwilami porównywalne jedynie z północnokoreańską. Poznajmy dentystę, który został dyktatorem, bądźmy świadkami jego wypadku, który według władz nigdy nie miał miejsca. Przejdźmy się po dnie Jeziora Aralskiego, które już właściwie nie istnieje. Wysłuchajmy relacji z Uzbeków, dokonanej przez Kirgizów. Poznajmy historię kobiet, które porwano aby je poślubić.

Te i inne opowieści czekają na nas na ponad pięciuset stronach wciągającej relacji. Relacji, która sprawi, że znikniecie na długie godziny. Będzie się liczyć tylko podróż Eriki.

Read More

Szubienicznik

Szubienicznik
Ostatnio trafiam głównie na książki historyczne, których akcja w większości przypadków jest osadzona w XVI lub XVII wieku, gdzieś w Rzeczypospolitej. Przyznaję, że wciągnęły mnie do tego stopnia, że już zdarzają mi się sny, w których mówię staropolszczyzną. Spośród przeczytanych powieści, na szczególną uwagę zasługuje "Szubienicznik" Jacka Piekary. Dlaczego? Bo to nie są typowe przygody dzielnego szlachcica, wywijającego szablą pośród dzikich pól.

Do majątku stolnika Hieronima Ligęzy przybywa jego przyjaciel podstarości łęczycki Jacek Zaremba - inteligentny, o przenikliwym umyśle. Cel wizyty, poza czysto towarzyskim jest dość nietypowy. Otóż ktoś w imieniu stolnika wysyła listy do różnych osób i zaprasza je w gościnę. Sprawa jest zagadkowa, gdyż okazuje się, że każdy z niespodziewanych gości kryje jakąś tajemnicę. I wydaje się, że jedynie stolnik z podstarościm mogą pomóc im uporać się z mroczną przeszłością.
 

"Szubienicznik" to nie tylko opowieść o losach tajemniczych gości Ligęzy, to także wnikliwe studium o XVII wiecznej Polsce, jej zwyczajach, o tych, którzy mienili się solą tej ziemi. Jeśli chcesz waszmość poznać szlachtę nieco inną, prawdziwszą niż u Sienkiewicza, to zasiądź wygodnie w fotelu, nalej sobie szklanicę dobrego węgrzyna i razem ze stolnikiem zatop się w historiach jego gości.

Read More

Kot w stanie czystym

Kot w stanie czystym
"Kot w stanie czystym" to obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy kota mieli, maja lub planują mieć. Właściwie, to powinni się nią zainteresować, także ci, którzy nie planują mieć kota. Prawda jest taka, że nigdy nie możesz mieć pewności, czy gdzieś nie czai się kot, który planuje, abyś go miał. Tylko, czy kota można "mieć"? Na to pytanie odpowiedzą ci już Terry Pratchett i Gray Jolliffe.

Książka "Kot w stanie czystym" to zabawny esej na temat Prawdziwego Kota. Esej, który przeczytasz w jeden, krótki wieczór. Czym Prawdziwy Kot różni się od kotów z reklam, czy filmów? Co jest najlepszą zabawką dla Prawdziwego Kota? Czy twój kot w ogóle jest Prawdziwy? A jeśli tak, to jak z nim postępować?

Porzuć wszelką nadzieję, że jesteś dla swojego kota panem, jesteś co najwyżej kleksem na dwóch nogach, służącym do otwierania puszki i wygarniania z kuwety. Ale mimo to więź, która może się między wami wytworzyć, będzie czymś wyjątkowym, czymś co zapamiętasz na lata.

Modelki ze zdjęcia powyżej potwierdzają, że ta książka to prawda, cała prawda i tylko prawda.

P.S. Modelki wyraziły zgodę na publikację ich wizerunków i zostały za to odpowiednio nagrodzone.
Read More

Gottland

Gottland
Kiedy wziąłem do ręki książkę - zbiór reportaży Mariusza Szczygła "Gottland" w mojej głowie pojawiło się pytanie: Co ja właściwie wiem o Czechach? Byłem tam kilka razy, zajadałem się knedlikami, popijałem piwo lub kofolę, spacerowałem po niejednej praskiej uliczce... ale właściwie niewiele o nich wiem. Coś tam pamiętam z lekcji historii, co nieco przybliżyła mi "Trylogia husycka" Sapkowskiego, ale najnowsza historia Czech jest dla mnie zagadką. Oczywiście, wiem o Układzie w Monachium, Praskiej Wiośnie, ale to tylko hasła. Co tak na prawdę ukształtowało Czechów? Kim oni właściwie są?

Próbę odpowiedzi na to pytanie daje nam Mariusz Szczygieł, ten sam, który przed laty prowadził pierwszy polski talk show. I tak jak wtedy, kiedy będąc nastolatkiem z wypiekami na twarzy oglądałem prowadzony przez niego program (oczywiście, gdy mama nie patrzyła), tak samo teraz, już legalnie pochłonąłem "Gottland". Mariusz Szczygieł w niesamowicie przystępny sposób przybliża nam Czechy dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Od słynnej fabryki butów Bata, poprzez Helenę Vondráčkową i Karela Gotta, aż po historię dwóch chłopaków, którzy w ramach protestu (tak różnego w każdym przypadku) targnęli się na swoje życie.

Czy ta książka odpowiedziała na wszystkie moje pytania dotyczące Czechów? Nie, bo nie da się scharakteryzować całego narodu w jednym woluminie, ale zachęciła mnie do bliższego zapoznania się z naszymi sąsiadami i podczas kolejnej wizyty w Pradze, Libercu czy Harrachovie spojrzę na nich zupełnie inaczej. Polecam tę lekturę wszystkim miłośnikom dobrego reportażu.
Read More

Czas na Wallandera

Czas na Wallandera
Z Kurtem Wallanderem zetknąłem się po raz pierwszy kilka lat temu, nie było to jednak spotkanie literackie, a filmowe. Właściwie telewizyjne, bo poznałem tę postać oglądając emitowany w Polsacie serial. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, ze Wallander to przede wszystkim bohater świetnych szwedzkich powieści, który rozsławił na świecie skandynawskie kryminały. Jak to się mogło stać, że przedtem nie wpadły mi w ręce? Przecież seria o Wallanderze to klasyka skandynawskiego kryminału, można śmiało powiedzieć, że nie byłoby fenomenu Nesbø, Nessera czy nawet Larssona, gdyby nie Henning Mankell i jego seria o detektywie z Ystad. Postanowiłem jak najszybciej nadrobić zaległości, poprosiłem o pomoc moją osobistą ekspertkę od kryminałów i pobiegłem do biblioteki.

Kim jest Kurt Wallander? To detektyw ze szwedzkiego Ystad. Cierpiący na depresję, tęskniący za żoną, nie mogący dogadać się z córką ani z ojcem. Wallander popełnia błędy, choruje, gubi się, ale trzeba przyznać, że ma instynkt. Ma zmysł, który sprawia, że mimo przeciwności odnajduje ścieżkę, która doprowadza go do mordercy. Tłem akcji jest Szwecja, która zmienia się pod wpływem polityki państwa opiekuńczego, która zostaje "najechana" przez przybyszy z Europy i spoza niej. Te zmiany powodują, że życie staje się znacznie brutalniejsze, a zło zdaje się czaić na każdym kroku. Henning Mankell rozpoczął swoją serię w 1991 roku powieścią "Morderca bez twarzy", potem były kolejne, wspomniany serial, kilka innych ekranizacji. Ja jednak, za radą mojej ekspertki, postanowiłem zacząć od "Piramidy".

"Piramida" to kilka opowiadań (krótszych i dłuższych), napisanych w 1991 roku, jednak ich akcja toczy się jeszcze przed pierwszym tomem. Poznajemy młodego Kurta Wallandera, poznajemy genezę jego dziwnych relacji z ojcem (równie dziwnym jak te relacje). Jesteśmy świadkami tego jak się zakochuje w swojej żonie, jak cierpi po jej odejściu. Ale przede wszystkim widzimy jak staje się detektywem, prowadzi swoje pierwsze śledztwa, odnosi sukcesy i doświadcza porażek, czasem bardzo bolesnych. "Piramida" to dobry wstęp do całej serii i warto właśnie od niej zacząć śledzić losy detektywa. Jeśli się wam spodoba, to możecie być pewni, że kolejne tomy również was nie zawiodą.
Read More

Imię róży

Imię róży
Ktoś mi kiedyś powiedział, że do "Imienia róży" trzeba dorosnąć. Coś w tym musi być, bo za pierwszym i drugim razem próbowałem je przeczytać mając lat... mało, chyba jeszcze chodziłem do szkoły. Niestety poległem, rozległe dysputy teologiczne znużyły mnie do tego stopnia, że na długie lata zapomniałem o debiutanckiej powieści Umberto Eco. Musiało upłynąć wiele lat i jak zwykle w takim przypadku, musiałem dowiedzieć się o śmierci autora, żeby przypomnieć sobie o śledztwie prowadzonym przez Wilhelma z Baskerville.

Ale zacznijmy od początku, jest rok 1327 do podupadającego, a niegdyś sławnego w całej Italii opactwa benedyktynów przybywają franciszkanin Wilhelm z Baskerville i jego uczeń, nowicjusz z zakonu benedyktynów, Adso. Już wkrótce w opactwie ma odbyć się debata dostojników kościelnych na temat ubóstwa Chrystusa. Choć temat debaty wydaje się wzniosły, to już wkrótce możemy się domyśleć, że chodzi o to, czy Kościół powinien gromadzić majątki, czy pozostać ubogi jak Jezus i apostołowie. Zanim jednak dojdzie do spotkania, zanim Wilhelm i Adso przekroczą mury opactwa, okazuje się, że niedawno w tajemniczych okolicznościach zmarł jeden z młodych mnichów. Opat znając bystrość umysłu swojego gościa, prosi go o przeprowadzenie śledztwa. Już wkrótce nasi bohaterowie będą mieć pełne ręce roboty, bo okazuje się, że w opactwie trup ściele się gęsto.

Wątek kryminalny nie jest tu jednak jedynym. Kolejne etapy średniowiecznego dochodzenia przeplatają się z dyskusjami teologicznymi. Poznajemy niezliczone ruchy heretyckie i losy ich wyznawców. Dowiadujemy się, co stało za takimi tajemniczymi pojęciami jak katarowie i albigensi, które wbijali nam do głów nauczyciele historii, ale nie potrafili dokładnie wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi. Cóż, heretyk to heretyk, płonął na stosie. A dlaczego płonął? To już może wyjaśnić na przykład "Imię róży". Możemy także dowiedzieć się, że z pozoru banalne pytanie "Czy Jezus śmiał się" mogło urosnąć do poważnej dysputy filozoficznej. Na tym tle franciszkanin Wilhelm jawi się nam jak duchowny z zupełnie innej epoki, inteligentny, z otwartym umysłem. Potrafiący rozgrzeszyć i zrozumieć nawet dość poważny grzech Adso. Aż chciałoby się mieć takiego proboszcza.

Powrót do "Imienia róży" okazał się sukcesem. To nie tylko kryminał, ale także ciekawa rozprawa teologiczna i powieść historyczna, która wciągnęła mnie na ładnych kilka wieczorów. Cieszę się, że wreszcie do niej dorosłem.
Read More

Dziewczyna z pociągu

Dziewczyna z pociągu
Mijamy się codziennie w drodze do pracy. Jedziesz autem, tramwajem, pociągiem, albo idziesz pieszo. Po drodze widzisz dom, jakiś samochód, jednego człowieka, codziennie. Każdego dnia, od poniedziałku do piątku mijasz tych samych ludzi. Po jakimś czasie wydaje Ci się, że ich znasz, bo przecież widujesz częściej niż niektórych krewnych. A teraz sobie wyobraź, że pewnego dnia ta osoba znika, nie widzisz jej jeden dzień, drugi... Zastanawiasz się, próbujesz odgadnąć, co się stało.

Tak właśnie wygląda życie Rachel, kobiety, która każdego ranka jedzie pociągiem do Londynu i czekając przed semaforem obserwuje jeden dom. Idealne małżeństwo, kochająca się para. Rachel wyobraża sobie jak cudowne musi być ich życie, zwłaszcza, że jej własne dalekie jest od ideału. Pewnego dnia dzieje się coś wstrząsającego, a wkróce potem idealna kobieta znika. Dodatkowo jej życie okazuje się być równie pokręcone jak życie samej Rachel. I byłaby to zwykła historia, podobna do "Trudnych Spraw", gdyby nie fakt, że Rachel nie jest zwyczajną dziewczyną z pociągu. Ona chyba coś wie, ona chyba coś widziała, tyle, że sama już nie jest pewna.

"Dziewczyna z pociągu" to kolejna książka z serii "kupiłem żonie na prezent i w końcu sam przeczytałem". Przyznaję, że nie byłem dotąd fanem thrillerów psychologicznych, ale Paula Hawkins potrafiła mnie zainteresować. Przede wszystkim tym, że choć grono bohaterów jest niewielkie, to każdy rozdział książki przynosi czytelnikowi coś nowego. O ile jeden rozdział sprawia, że współczujemy bohaterce, to w kolejnym już się na nią denerwujemy. Parę rozdziałów dalej robi nam się jej żal, ale zaraz mamy ochotę trzasnąć ją tą książką w łeb. W końcu uświadamiamy sobie, że skoro przez pierwszych kilkadziesiąt stron nasze wrażenia zmieniały się tak diametralnie, to zakończenie może być sporym zaskoczeniem. Prawda cały czas jest w głowie bohaterki, pytanie tylko, czy uda jej się ją odkryć.
Read More

Co w rodzinie...

Co w rodzinie...
...to nie zginie. A jeśli chodzi o tę rodzinę, to można mieć pewność, że zginie ktoś inny. Mowa oczywiście o rodzinie Borgiów - Rodrigo, czyli papieżu Aleksandrze VI, jego dzieciach Juanie, Cezarze, Jofre, pięknej Lukrecji i licznych kochankach. Zdziwieni? Cóż, w XV i XVI wieku zwyczaje Aleksandra VI nie odbiegały od "normy".

Kiedy usłyszymy o Borgiach to pierwsze co przychodzi nam na myśl to morderstwa i rozpusta. Ile z tego jest prawdą, trudno jednoznacznie orzec. Już od samego wyboru Rodrigo na papieża mamy do czynienia zarówno z oskarżeniami o największe niegodziwości, jak i z próbami obrony. W historii papiestwa trudno oddzielić wiarygodne źródła od paszkwili pisanych przez przeciwników. Pewnym jest, że losy tej rodziny od wieków rozpalają miłośników krwawych historii.

Jednym z zafascynowanych Borgiami był Mario Puzo - autor powieści mafijnych, w tym nieśmiertelnego "Ojca Chrzestnego". Jego "Rodzina Borgiów" jest poparta źródłami historycznymi, uzupełnionymi o pisane na przełomie XV i XVII wieku opowieści skierowane do ludu. Rodrigo Borgia to pierwowzór mafijnych donów, człowiek kochający przede wszystkim swoją rodzinę, którego jedynym celem jest zapewnienie dostatniej przyszłości dla swoich dzieci. Aby utrzymać rodzinę w jedności nie cofnie się przez zlecaniem zabójstw, przekupstwem, czy nawet zmuszeniem własnych dzieci do kazirodztwa. 

Pomimo wszechobecnej krwi i rozpusty, a może właśnie dzięki nim, powieść wciąga już od pierwszych stron. Czytelnik z coraz większą fascynacją śledzi kolejne intrygi, uczestniczy w bitwach, zastanawia się do czego jeszcze posunie się Ojciec "Święty". Ta powieść to obowiązkowa pozycja dla miłośników historii i kryminałów. A i fani "Gry o Tron" poczują się zadowoleni.
Read More

Cormoran Strikes Back

Cormoran Strikes Back
Tydzień temu wspomniałem na blogu o kolejnej książce Galbraitha, dziś przyszedł czas na recenzję. "Żniwa zła" to tytuł trzeciej powieści Roberta Galbraitha (czyli J. K. Rowling) i trzecie śledztwo prowadzone przez Cormorana Strike'a. Tym razem nikt nie wynajął detektywa, tym razem musiał wynająć się sam. Otóż pewnego dnia jego asystentka dostaje tajemniczą paczkę z... nogą. Z dołączonego listu wynika, że nadawca to ktoś, kto doskonale zna Cormorana. Wiadomo, że popularny detektyw ma wielu wrogów, jednak w tym przypadku wróg wie o nim zaskakująco dużo. Obsesja, czy może łączy ich wspólna przeszłość? Strike postanawia przeprowadzić śledztwo, nie tylko w celu odnalezienia reszty ciała, ale także dlatego, że makabryczna przesyłka przyniosła agencji złą reklamę. Klienci się wykruszają, bo nikt nie chce wynająć detektywów, na których ktoś czyha. Teraz gra toczy się także o zawodowe być albo nie być.



Nikogo pewnie nie zaskoczę pisząc, że książka wciąga. To już znak rozpoznawczy autora (autorki). Równolegle z prowadzonym śledztwem toczy się prywatne życie bohaterów, a i w nim wiele się dzieje. Kto czytał poprzednie części, ten łatwo się domyśla, że w końcu Robin i Matthew będą musieli przeżyć poważny kryzys. Za to Strike całkowicie wyleczył się z poprzedniego związku i próbuje zaangażować się w nowy. Jednak okazuje to się ciężkim zadaniem, kiedy na plecach czuje się oddech psychopaty, a firma powoli tonie. Bohaterów nie opuszczają także duchy przeszłości, przy okazji poznajemy nieco faktów z czasów kariery wojskowej Cormorana i tragiczną przeszłość Robin, którą wolałaby całkowicie wymazać z pamięci.


Kto czytał moją recenzję poprzedniej części, ten wie, że kupiłem ją w prezencie dla żony i nie mogłem się doczekać aż ją przeczyta. Tym razem nie owijałem w bawełnę i "Żniwa zła" kupiłem dla siebie (choć oczywiście dam Nicponiowej przeczytać). Tak, jestem fanem Cormorana i już czekam na kolejną część. Mam nadzieję, że polskie wydanie ukaże się jeszcze przed końcem roku, bo słyszałem, że już trwają nad nim prace.
Read More

Mulder i Scully wrócili!

Mulder i Scully wrócili!
Obejrzałem właśnie na Foxie pierwszy odcinek nowego "Z archiwum X". Czy mną wstrząsnął? Nie. Czy mnie zachwycił? Nie. Czy właśnie na to czekałem? TAK!

Nie było fajerwerków (choć trochę tam wybuchło), nie było odnalezienia dowodu potwierdzającego rewelacje Muldera. Byli kosmici, był wielki rządowy (światowy) spisek. Oczywiście wspomnieli o zamachach z 11 września. Był Fox Mulder, który biegał podniecony, bo domyślił się jak było na prawdę i była wreszcie ona - do bólu spokojna Dana Scully. I właśnie na to czekałem. Oglądając ten odcinek, czułem się dokładnie tak samo jak przed laty, kiedy o 21.40 włączałem dwójkę i oglądałem stare, dobre, totalnie pokręcone "Z archiwum X".

Nowe odcinki nie miały być mocnym uderzeniem, miały być po prostu doskonale znanym serialem, za którym tęskniliśmy. I właśnie to się udało jego twórcom. Czy serial przyciągnie młodych widzów przed telewizory? Raczej nie, tych sześć odcinków to prezent dla nas - "trzydziestoparoletniego wapna". Młodsze pokolenie raczej go nie zrozumie i wcale nie musi. Kiedy dzisiaj w pracy razem z kolegą podniecaliśmy się nowymi odcinkami, usłyszeliśmy pytanie koleżanki (studentki, której zlecamy najczarniejszą robotę): "Ale o czym jest to archiwum X?" Kiedy zasiadaliśmy przed telewizorami w oczekiwaniu na kosmitów, jej pokolenie siedziało w pieluchach. Ich ominął szał na latające spodki, oni mieli swoje telewizyjne fascynacje. Mulder i Scully należą do nas :)

Mam nadzieję, że pozostałe pięć odcinków będzie utrzymane w tym szalonym spiskowym klimacie, a kolejne już nie powstaną. Chyba, że za 15 lat. Przed laty ciągnięcie serialu w nieskończoność bardzo źle się dla niego skończyło i potrzebny był tak długi odpoczynek. Teraz znów czujemy się jak te dzieciaki z lat dziewięćdziesiątych i lepiej, żeby po tym prezencie pozostał nam mały niedosyt. A pościg za kosmitami niech trwa w naszych wspomnieniach.
Read More